środa, 15 stycznia 2014

z-powrotnik

Bo to że się nie pisze, nie znaczy wcale, że się nie żyje. To oznacza tylko tyle, że człowiek się całkowicie przestawił na odbiór i na własnego bloga zagląda owszem, codziennie, ale tylko po to, żeby zobaczyć, co nowego tam w linkach po prawej.
A tymczasem żyje się i nawet w przerwach między jednym a drugim wyjściem do pracy, próbami zabawy w Perfekcyjną Panią Domu (czytaj: nieudolnymi próbami naśladowania) oraz moją ulubioną aktywnością - przesiadywaniem na blogu Mistrzyni (której, swoją drogą, pani Małgosia R. mogłaby buty czyścić) coś się dłubnie.

 
(Ten clapotis, co go tam kawałek widać, ten tam w różnych odcieniach zieloności, on się robił od sześciu lat, z czego pięć i pół zajęło nabieranie mocy na dnie pudła razem z innymi nieszczęśnikami, na których zabrakło zapału). 

Czasem też się chwyci do ręki szydełko, popełni pół robótki, po czym odłoży na pół roku na dno szafy. Niektóre mają więcej szczęścia od pozostałych i trafiają do pudła w całości.

Niektóre czasem dostąpią zaszczytu trafienia na stół:

  

Ciąg dalszy.. wiadomo, kiedyś. Wypadałoby w końcu pokazać trzy kolejne choinki. :)

środa, 11 maja 2011

poświętnik II

(Mazurki najpierw się znieostrzyły, a potem zniknęły w tempie tak ekspresowym, że nawet sernik mógł im pozazdrościć)





środa, 9 lutego 2011

poświętnik

Obrazki pogrudniowe.


(Po lewej Mała Blokowa Królowa, za całe 30 złociszy w Oszą, po prawej Królewna Świerkówna z Domu Na Wsi, Królewna, co wyrosła z czubka dużo większego drzewa i chociaż może mniej foremna od swojej ubiegłorocznej Srebrnej Siostry, tej co to widnieje notkę niżej, to o wiele bardziej choinkowa i klimatyczna i dłużej młoda i stała ponad miesiąc wciąż pachnąca Świętami, zanim wreszcie zaczęła łysieć.

Ta mała w środku kosztowała mnie jakieś półtora peelena w Tesco. Nie pamiętam nawet, czy w chwili zakupu miała jakieś ozdoby na sobie - i tak mi teraz służy jako podstawka na gwiazdki.
A gwiazdunie dłubię od kilkunastu lat. W trzeciej klasie liceum nauczyłam się od niejakiej Kasi W., z którą przez pewien czas siedziałam w ławce i z którą to Kasią kontaktu nie mam od dawna i może ona już mnie nawet nie pamięta i tego, że mnie naumiała. Ja nie zapomniałam, co roku nabywam kilometry wstążki i produkuję gwiazdek ilości hurtowe.


Księżyc i gwiazdka sponsorowane przez tę książkę, a podpatrzone u Dziadka parę lat temu. W tle małe gwiazdeczki zaaplikowane na choinkę metodą: weź garść i sypnij. Co spadnie, podnieś i zabawę powtórz.



Bombki bardzo vintage,bałwanek z lewej ma mniej więcej tyle lat, co ja. A bez księżyców, jak widać, choinka jest nieważna.

Zdjęcia sprzed miesiąca albo i więcej, aktualnie większej Panny Zielonej już nie ma, mniejsza śpi w piwnicy i czeka na kolejną zimę. A za oknem klimat pasujący bardziej do tych drugich Świąt. Na szydełku takoż. Ale to już w kolejnym odcinku.